google

    metale, aluminium, stal, obróbka

    Kursy walut 24.03.2017
    1 USD
    3.9481
    -0.0206
    1 EUR
    4.2658
    -0.0092
    1 CHF
    3.9839
    -0.0083
    1 GBP
    4.9327
    -0.025
    1 RUB
    0.0689
    -0.0001
    Newsletter
    Otrzymuj wiadomości o nowościach w branży
    Podaj imię i nazwisko:
    Twój adres email:
     
    Zobacz na mapie
    Chcę dodać:
    W zasięgu km

    • Nie można bać się pracy- wywiad z Grzegorzem Grupińskim

    Logo GELG

    Małgorzata Stromczyńska: Dlaczego zdecydował się Pan założyć firmę? Przecież pracował Pan na etacie, miał dobre zarobki. Warto było ryzykować?

    Grzegorz Grupiński: Faktycznie, pracowałem wtedy w Zakładach Wyrobów Metalowych (obecnie Amica Wronki S.A.), byłem kierownikiem wydziału i dobrze zarabiałem. Ale i mój dziadek i mój ojciec mieli prywatne firmy, więc była to swego rodzaju rodzinna tradycja. Przede wszystkim jednak chciałem sam decydować o tym co robię. W zakładzie, w którym pracowałem, często prowadziłem projekty, które nie dochodziły do skutku. Było to dla mnie bardzo frustrujące. Czułem, że nie mam wpływu na to co się dzieje.

    M.S.: Myślę, że wiele osób odczuwa czasami podobną frustrację, ale nie każdy umie zaryzykować. Czy trzeba posiadać jakieś specjalne cechy charakteru żeby to zrobić ?

    G.G.: Przede wszystkim nie można bać się pracy. Trzeba wręcz lubić pracować. Pamiętam, że wielu moich kolegów wyjeżdżało na wakacje, nawet zagraniczne, żeby odpocząć, albo handlować towarem. A ja praktycznie przez 19 lat nie miałem urlopu. Tzn. urlop w sensie prawnym oczywiście był, ale brałem go po to, żeby pracować, a nie odpoczywać. Gdy mama przepisała mi działkę na górce za miastem, postawiliśmy na niej z żoną tunele przykryte folią. Rano chodziłem do pracy, po południu pracowałem przy foliach. Później kupiłem jedną z pras wyprzedawanych przez Amice. Z czasem zakład ten zaczął szukać kooperantów i zlecać trudniejsze detale na zewnątrz. Wtedy uruchomiłem swoją prasę i otworzyłem działalność. Tak powstał Zakład Rzemieślniczy- Lidia Grupińska.

    M.S.: Pan był szefem narzędziowni i bardzo dobrze znał się na sprawach technicznych. Ale prowadzenie biznesu wymaga też wielu innych umiejętności. Kto pomagał w innych aspektach?

    G.G. Przede wszystkim żona, która zajmowała się papierkową robotą. A było jej wtedy bardzo dużo, jak na tak małą firmę. Ja na tych sprawach się nie znałem, więc miałem wielkie oparcie w żonie. Zdarzyło mi się również skorzystać z pomocy finansowej kolegi, z którym wspólnie kupiliśmy puste suszarnie i magazyny zboża Spółdzielni Usług Rolniczych. Ale szybko go spłaciłem i zostałem jedynym właścicielem.

    M.S. Od założenia firmy minęło prawie 26 lat. Jak przez ten czas zmieniło się prowadzenie biznesu w Polsce? Jest lepiej czy gorzej?

    G.G. Zmieniła się na pewno skala naszej działalności. Zaczynaliśmy od 74 m2 , a dzisiaj pracujemy na 7 halach. Oczywiście mamy też większe możliwości rozwoju, przede wszystkim na rynki zagraniczne. Polskie towary zyskują coraz większą renomę, nie mamy się czego wstydzić. Jest jednak wiele spraw, które nas ograniczają. To przede wszystkim różnego rodzaju przepisy- unijne, ochrony środowiska czy bezpieczeństwa higieny pracy. Nie twierdzę oczywiście, że nie są one potrzebne, ale niektóre zamiast pomagać, wręcz przeszkadzają nam w pracy. Mamy np. taką małą suwniczkę- bardzo ułatwia ludziom pracę, ale żeby jej używać, trzeba przeprowadzić badania, zastosować nadzór. Tą samą pracę można oczywiście zrobić ręcznie, ale jest to o wiele trudniejsze. Uważam, że większość przepisów tworzonych jest dla dużych firm, ale nie znajdują one zastosowania w mniejszych przedsiębiorstwach. Przez stosowanie przepisów jesteśmy jako polskie firmy mniej konkurencyjni. Klienci ze wschodu i Azji często oczekują od nas niskich kosztów produkcji, bo do takich są przyzwyczajeni. Ale my nie możemy sobie na nie pozwolić, bo każdy przepis niesie za sobą finansowe koszty.

    M.S.: Często mówi się, że w czasach, gdy Pan zaczynał łatwiej było założyć firmę niż teraz. Zgadza się Pan z tym?

    G.G.: Tak, faktycznie kiedyś było łatwiej. I znowu wracamy tu do kwestii przepisów i różnego rodzaju uregulowań, które przeszkadzają przedsiębiorcom, również w rozkręceniu interesu. Kiedyś wystarczyło mieć małe znajomości i można było zaczynać. Dzisiaj trzeba wiele tygodni czekać na decyzję urzędnika, prawie w każdej sprawie. I nie ma co liczyć, że dostaniemy ją wcześniej niż przewiduje ustawa. Jeśli urzędnik ma maksymalnie 3 tygodnie, to wcześniej danej pracy nie wykona. Taka jest nasza rzeczywistość. Na zachodzie wygląda to zupełnie inaczej. Tam urzędnik jest po to, by pomagać, a nie przeszkadzać.

    M.S.: Niedawno ukazały się badania, które pokazały, że 25% przedsiębiorców nie podjęłoby powtórnie decyzji o założeniu firmy. A jak to jest w Pana przypadku?

    G.G.: Nie mam żadnych wątpliwości, że podjąłbym taką samą decyzję. Z jednym wyjątkiem- zrobiłbym to o wiele wcześniej. Przed założeniem firmy prawie 20 lat pracowałem na etacie. Gdybym wykorzystał ten czas na założenie i rozwijanie swojego biznesu, dzisiaj byłbym już w zupełnie innym miejscu

    M.S.: Gelg jest firmą rodzinną, razem z Panem pracują w niej dwie córki, zięciowie, a do niedawna także żona. Jak pracuje się z rodziną?

    G.G.: Ciężko. Mam z nimi zupełnie inne relacje niż ze zwykłymi pracownikami. Poza tym często przynosimy pracę do domu i to dosłownie. Tematy firmowe towarzyszą nam przy obiedzie i w święta. Nie umiemy odciąć się od tych tematów po 8 godzinach pracy i oddzielić życia zawodowego od prywatnego.

    M.S.: W kontekście biznesowym dużo więcej mówi się jednak o plusach firm rodzinnych. Podkreśla się ich trwałość i solidność. Zauważa Pan to w kontaktach z kontrahentami?

    G.G.: Tak, dla kontrahentów duże znaczenie ma to, że jesteśmy firmą rodzinną. Moim celem jest tak przygotować firmę, tak ją rozwijać, by miała dalszy ciąg. Nie chodzi o to, by zarobić pieniądze i cieszyć się bogactwem. Zauważam takie myślenie również u innych firm rodzinnych, które spotykam jeżdżąc po Polsce i uczestnicząc w spotkaniach dla firm rodzinnych. W tym jest ogromna siła i przewaga firm rodzinnych na rynku.

    Niektórzy mają do mnie pretensję, że nie wykorzystuję całego potencjału firmy. Ale ja cały czas inwestuję, bo mam taką potrzebę. Dążę do tego, żeby się nie ograniczać. Jeśli jako firma skupilibyśmy się na jednym elemencie i produkowali tylko jeden produkt, to w przypadku rezygnacji kontrahenta z naszych usług, upadamy. A mi chodzi o to, żeby moja rodzina w przypadku przejęcia firmy miała łatwy start. Żeby bez zbędnych inwestycji mogli kontynuować moje dzieło.

    M.S.: Zabrzmiało jakby chciał Pan przejść na emeryturę…

    G.G.: Nie, nigdzie się nie wybieram. Nie wyobrażam sobie nie pracować, nie wiem co innego mógł bym robić. Pewnie gdybym odszedł z firmy, to stworzyłbym coś innego i zaczynał od początku. Przyznam, że już teraz chodzą mi po głowie nowe pomysły. Kto wie, może zacznę je realizować…

    Źródło:
    GELG Sp. z o.o.
    Artykuł został dodany przez firmę

    GELG Sp. z o.o.

    GELG specjalizuje się w obróbce metalu. Świadczy również usługi gięcia i cięcia laserowego/plazmowego.

    » Zapoznaj się z ofertą firmy
    Reklama sponsorowana: Zamów reklamę
    Aby w pełni wykorzystać funkcjonalność portalu
    wymień swoją przeglądarkę na nowszą wersję.